Hodowcy trzody spod Nysy skazani za gnojowicę

Kategoria: Wieprzowina
12 lut, 2026

Wyrok ośmiu miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania kary, wypłacenie nawiązek finansowych na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska oraz uregulowanie kosztów postępowania – to decyzje Sądu Rejonowego w Nysie na Opolszczyźnie wobec grupy hodowców trzody chlewnej pozwanych w związku z wylewaniem gnojowicy i odorem związanym z prowadzeniem zintegrowanego gospodarstwa zwierzęcego. Kolejny wyrok skazujący rolników mnoży pytania o komfort prowadzenia tego rodzaju działalności oraz prawną ochronę przed ingerencją w ich pracę.

Spór od lat

Pierwsze donosy mieszkańców wsi Domaszkowice na rodzinę hodowców sięgają 2011 r. Od tego czasu ich działalności przyglądali się pracownicy miejscowego urzędu gminy, inspektoratu ochrony środowiska, prokuratura i biegli powołani przez sąd na okoliczność procesu. Głównymi zarzutami były odór, nadmiar gnojowicy na polach oraz uniemożliwianie komfortowego wypoczynku okolicznej społeczności. Rodzinna grupa producencka utrzymuje w sumie około ośmiu tysięcy sztuk trzody.

Według śledczych z nyskiej prokuratury przy takiej skali działalności produkcja zwierzęca powinna odbywać się co najmniej pół kilometra od zabudowań mieszkalnych, co w tym wypadku nie miało miejsca. Skazani hodowcy wskazywali natomiast, że wylewanie gnojowicy w określonych wielkościach na pola nie stanowi naruszenia przepisów. Ponadto Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa sprawdza i dotuje tego rodzaju praktyki. Sąd przychylił się ostatecznie do stanowiska skarżących, wymierzając szóstce rolników kary pozbawienia wolności – zawieszając wykonanie na okres próby. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Kolejny taki przypadek

Lokalne i branżowe media coraz częściej informują o przypadkach urzędowego karania lub sądowego skazywania rolników za prowadzoną działalność. Problem dotyczy przede wszystkim produkcji zwierzęcej – z naciskiem na świnie. Najczęściej cytowaną historią ostatnich miesięcy jest skazanie hodowcy z województwa łódzkiego, który przegrał w sądzie cywilny proces ze swoimi sąsiadami osiadłymi na wsi po przeprowadzce ze stolicy regionu.

Pan Szymon Kluka musiał zapłacić im za to, że z jego gospodarstwa wydobywają się nieprzyjemne zapachy, a do tego praca w gospodarstwie generuje hałas. Postanowieniem łódzkiego sądu administracyjnego rolnik musiał nie tylko uiścić na poczet swoich sąsiadów 60 tysięcy złotych odszkodowania, ale także dokonać kilku inwestycji związanych z ograniczaniem immisji z jego gospodarstwa. Cała suma nałożonych kar przekroczyła 110 tysięcy złotych, ale rolnik mógł w tym wypadku liczyć na branżową solidarność i wpłaty od osób zagrożonych podobnymi pozwami. Sąd Najwyższy oddalił wniosek o kasację prawomocnego wyroku, a skarga nadzwyczajna nie została dotąd złożona.

W oczekiwaniu na ustawę

Kolejny przypadek skazania hodowcy trzody może wpłynąć na tempo prac nad projektem ustawy o tzw. funkcji produkcyjnej wsi. Złożenie propozycji przepisów o takiej nazwie do laski marszałkowskiej zapowiedział minister rolnictwa Stefan Krajewski. W założeniu akt ten miałby w przyszłości chronić rolników przed pozwami od nieprzychylnych sąsiadów, którym przeszkadza zapach gospodarstwa rolnego czy praca maszyn. Projekt ma być opracowywany drogą rządową, a niewykluczone, że własne propozycje związane z ochroną rolnictwa na wsi złożą także ugrupowania opozycyjne, jak i Prezydent RP.

Opracowane przez IBIMS Green na podstawie informacji z Sądu Rejonowego w Nysie.