Rozmowa z Witoldem Choińskim, prezesem Związku POLSKIE MIĘSO
Jakim rokiem dla sektora mięsnego był 2025?
To był rok pełen wyzwań, w trakcie którego mierzyliśmy się z ogromną liczbą problemów. Zarówno dynamika zmian wewnętrznych, jak i zewnętrznych, była bardzo dużym wyzwaniem. Jednocześnie silna presja regulacyjna ze strony Komisji Europejskiej oraz nie do końca przemyślana – pod kątem skutków – polityka zawierania umów o wolnym handlu sprawiły, że był to okres wyjątkowo pracowity. Stawką była opłacalność produkcji i możliwość dalszego rozwoju całego sektora.
Dużo mówiło się o umowach handlowych z Ukrainą i Mercosurem. Dlaczego to był tak istotny temat?
Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że nie jesteśmy przeciwnikami wolnego handlu. To właśnie dzięki niemu polski eksport rolno-spożywczy odniósł ogromny sukces. Problem polega jednak na tym, że konkurencja musi być uczciwa. Tymczasem standardy produkcji – zarówno na Ukrainie, jak i w krajach Ameryki Południowej – w wielu obszarach znacząco odbiegają od rygorystycznych norm unijnych. Pokazała to chociażby wizyta irlandzkich farmerów w Brazylii, gdzie na własne oczy zobaczyli realia tamtejszej hodowli, w tym swobodny dostęp do antybiotyków w sklepach. W takich warunkach polscy producenci wołowiny czy drobiu stawiani są w sytuacji nierównej konkurencji, a urzędnicy Komisji Europejskiej nie potrafią odpowiedzieć, jak to pogodzić z założeniami Zielonego Ładu.
Jednocześnie branża mierzy się z rosnącą liczbą regulacji…
Dokładnie tak. Z jednej strony dopuszcza się na rynek UE towary wyprodukowane bez unijnych standardów, z drugiej – nakłada się coraz więcej obowiązków na europejskich producentów. Dobrym przykładem jest rozporządzenie EUDR. Intencja walki z globalnym wylesianiem jest słuszna, ale problem ten dotyczy głównie Ameryki Południowej, a nie Polski. W naszym przypadku mamy do czynienia z nadmierną biurokracją. Doceniamy odsunięcie wejścia w życie EUDR o rok oraz wzorcową współpracę branży, MRiRW i ARiMR, ale to tylko odroczenie problemu. Polska eksportuje ponad 80 procent produkowanej wołowiny. Brak gotowości do wdrożenia EUDR oznaczałby utratę rynków, załamanie cen i ogromne straty ekonomiczne w całym łańcuchu produkcyjnym, dotykające setek tysięcy rolników
W 2025 r. branża mierzyła się z bezprecedensowym problemem kolejnych niebezpiecznych chorób zwierząt, co miało bezpośrednie przełożenie na opłacalność i stabilność produkcji.
Zdecydowanie. W połowie roku cały sektor mięsny i mleczny z niepokojem obserwował ogniska pryszczycy w Niemczech – zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy – a także na Węgrzech i Słowacji. Na szczęście wirus nie dotarł do nas, bo inaczej straty liczylibyśmy w miliardy. Sektor drobiarski wciąż walczy z grypą ptaków, a dodatkowo pojawiła się niespotykana od dziesięcioleci skala rzekomego pomoru drobiu. To wszystko naraża budżet państwa na potrzebę wypłaty milionowych odszkodowań dla hodowców, a sektor musi mierzyć się z brakiem stabilnych dostaw surowca oraz potencjalnymi restrykcjami ze strony Komisji Europejskiej. Bez restrykcyjnej bioasekuracji i skutecznej strategii zwalczania chorób zakaźnych grozi nam scenariusz podobny do tego, jaki zdewastował produkcję trzody chlewnej w wyniku ASF.
Właśnie – ASF i trzoda chlewna. Jakie działania podejmuje Związek?
Podjęliśmy się opracowania Strategii Odbudowy Trzody Chlewnej. W ciągu 10–15 lat pogłowie świń w Polsce spadło o ponad 50 procent. Z kraju-producenta staliśmy się importerem żywca i prosiąt, co osłabia bezpieczeństwo żywnościowe. Polska branża mięsna (przetwórstwo, ubojnie) potrzebuje surowca. Jeśli jego nie ma w kraju, trzeba go importować. Oznacza to, że Polska staje się jedynie „przetwórcą” mięsa, a nie producentem – to osłabia wieś, gospodarkę i eksport. Bez własnej bazy surowcowej polski przemysł mięsny po prostu traci fundamenty. Odbudowa produkcji trzody to zadanie strategiczne – gospodarcze i społeczne – wymagające stabilnych, długofalowych rozwiązań. Bez takiej strategii możemy w krótkim czasie stracić krajową hodowlę świń
Jakie są najważniejsze plany na 2026 rok?
Będziemy konsekwentnie monitorować wszystkie kluczowe obszary, o których mówiliśmy, oraz intensyfikować działania na rzecz otwierania nowych rynków zbytu – we współpracy z MRiRW i Głównym Inspektoratem Weterynarii. Bacznie będziemy śledzić, co się dzieje z unijnymi przepisami dotyczącymi emisji przemysłowych (IED) oraz plany Komisji Europejskiej dotyczące zmian w przepisach o dobrostanie zwierząt. Pragnę zwrócić uwagę, że nie do końca przemyślane pomysły legislacyjne to nie tylko domena Komisji Europejskiej, polscy urzędnicy też mają tu swoje „zasługi”. Mam tu na myśli przygotowane przez ministerstwo klimatu i środowiska ustawę wdrażająca Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta (ROP). ROP w obecnym kształcie oznacza parapodatek, który podniesie koszty produkcji i ceny żywności. Polska powinna wdrożyć rozwiązania minimalizujące ten efekt, np. różnicowanie stawek czy premiowanie opakowań przyjaznych środowisku.