Pani Minister, sytuacja w sektorze trzody chlewnej od lat pozostaje trudna. Polska jest silnie uzależniona od importu prosiąt, ceny skupu należą do najniższych od lat, a pogłowie praktycznie się nie zmienia. Związek POLSKIE MIĘSO zaproponował wypracowanie strategii odbudowy tej branży. Odbyło się już pierwsze spotkanie z Pani udziałem – na jakim etapie są dziś prace nad tym dokumentem?
Myślę, że możemy już śmiało nazwać te plany ambitnymi, kompleksowymi i coraz bardziej konkretnymi. Chcemy, aby dokument zawierający założenia strategii był gotowy do kwietnia. Stanie się on kluczowym punktem odniesienia dla dalszych działań – zarówno pomocowych i finansowych, jak i tych stymulujących współpracę między hodowcami. Efekty oczywiście nie pojawią się natychmiast. Zdajemy sobie sprawę, że miną lata, zanim będziemy mogli obiektywnie ocenić rezultaty.
Mówiąc o szerokim zakresie strategii, mam na myśli przede wszystkim odbudowę pogłowia, wzmocnienie rodzimych ras świń oraz zwiększenie podaży loch i warchlaków urodzonych w Polsce. Nie możemy jednak zapominać o utrzymującym się zagrożeniu afrykańskim pomorem świń. Rozmowy z resortem klimatu dotyczące odstrzału dzików są trudne. Jednocześnie już teraz planujemy wydatki na kolejną perspektywę finansową WPR po 2027 roku. Chcemy aktywnie wspierać zrzeszanie się hodowców i zachęcać do powrotu tych, którzy zrezygnowali z utrzymywania świń. W aspekcie handlowym chcemy, aby poprawiła się opłacalność produkcji. Zależy nam również na rozwoju certyfikacji oraz produkcji przyjaznej środowisku.
Związek POLSKIE MIĘSO oraz inni przedstawiciele sektora przedstawili swoje propozycje poprawy sytuacji na rynku trzody chlewnej. Jakie działania w tej sprawie planuje resort rolnictwa?
W wielu kwestiach zgadzamy się z postulatami branży i deklarujemy pełną wolę współpracy. Chcielibyśmy jednak pewne obszary rozszerzyć. Wspólnie z Głównym Inspektoratem Weterynarii chcemy w praktyce wykazać, że hodowla świń może być bezpieczna nawet w warunkach występowania ASF. Dobrą praktyką może być stworzenie modelowej strefy produkcji świń, wzorowanej na rozwiązaniach hiszpańskich. W takich obszarach wymagany byłby najwyższy standard bioasekuracji, a nacisk byłby położony na produkcję wysokiej jakości.
To właśnie propozycja wyjścia z tej trudnej, utrzymującej się sytuacji – także na wypadek, gdyby odstrzał dzików nie przyniósł oczekiwanej redukcji zagrożenia. Jednocześnie chcemy wprowadzić zachęty ekonomiczne wspierające integrację i zrzeszanie rolników. Dzięki temu powstaną wspólne przedsięwzięcia – od zakupów i administracji, przez benchmarking, aż po wspólną ofertę sprzedaży. Planujemy poszerzyć ten model o bezpieczny system produkcyjny, genetykę i działania dobrostanowe. Wierzymy, że właśnie w jakości tkwi siła polskiej wieprzowiny – podobnie jak to się dzieje na rynku wołowiny, gdzie efekty są już widoczne.
Skoro wspomniała Pani o wołowinie – jak ocenia Pani planowane wdrożenie umowy handlowej między Unią Europejską a Mercosur? Parlament Europejski wciąż pracuje nad mechanizmami zabezpieczającymi, jednak Komisja Europejska nie chce czekać na korekty i mówi już o tymczasowym stosowaniu porozumienia. Stawką są m.in. wrażliwe rynki popularnych gatunków mięsa.
Zabezpieczenia wypracowane przez Parlament Europejski są kluczowe dla stabilności rynku i ewentualnych przyszłych interwencji. Liczymy, że Bruksela będzie uruchamiała je automatycznie po przekroczeniu ustalonych limitów importu. Chodzi też o możliwość szybkiego zahamowania dostaw, gdyby ceny mięsa lub innych wrażliwych produktów zaczęły spadać. Działania muszą być stanowcze i konkretne – tylko wtedy europejscy rolnicy poczują realne wsparcie i zaufanie do instytucji.
Na spotkaniach terenowych rolnicy konsekwentnie domagają się także lustrzanych warunków dla produkcji z Mercosur. Uważają, że wysokie standardy dobrostanu zwierząt, które promujemy w Europie, tracą sens, gdy import z krajów trzecich podlega znacznie niższym wymaganiom. Cieszę się, że ostatnie miesiące poświęcono na budowę tych zabezpieczeń – duża w tym zasługa polityków z Polski i Francji. Jako resort i polski rząd będziemy nadal wspierać wszelkie działania blokujące niekorzystne skutki dla naszej produkcji rolnej. Musimy być gotowi na różne scenariusze. Przy ratyfikacji umowy liczymy na wysłuchanie stanowiska polskiego parlamentu na arenie UE – i tu można spodziewać się naszej krytycznej oceny handlowych założeń tego porozumienia.
Wspomniała Pani o uwagach zgłaszanych przez rolników podczas spotkań w terenie. Niedawno odwiedziła Pani m.in. Podlasie i Kujawy – regiony silnie związane z produkcją zwierzęcą. Jakie pytania rolnicy zadają dziś najczęściej?
Bardzo sobie cenię pracę w terenie. Te spotkania mają zupełnie inny wymiar, niż rozmowy przy biurku. W ostatnim czasie regularnie wraca temat deregulacji w rolnictwie. Jesteśmy po prostu przeregulowani – jedno oświadczenie goni drugie, a instytucje obsługujące rolników często nie dysponują wcześniej złożonymi dokumentami w bliźniaczych placówkach.
Pojawiają się też konkretne pomysły na wydatki w ramach nowej Wspólnej Polityki Rolnej. Problemów w rolnictwie nie brakuje. Rolnicy chcą być wysłuchani i czuć realną opiekę państwa. Wizyty w regionach to dla mnie przede wszystkim szansa, by bezpośrednio poznać bolączki i potrzeby rolników. To największa motywacja do dalszej pracy.
Opracowanie własne IBIMS Green