Stabilizacja w ASF i nowe rynki eksportowe dla polskiego mięsa

25 lut, 2026

Panie Ministrze, jak ocenia Pan sytuację związaną z chorobami zakaźnymi zwierząt na początku tego roku? Mamy blisko 300 przypadków ASF u dzików, w przypadku HPAI oraz ND odnotowano łącznie ponad 50 ognisk. Do tego kolejne sztuki bydła z pozytywnym wynikiem na obecność BT.

Stale monitorujemy sytuację epizootyczną zarówno w kraju, jak i u naszych partnerów z Unii Europejskiej. To działanie ma charakter cykliczny i pozwala nam spojrzeć szerzej na pewne tendencje utrwalające się w przyrodzie z czasem. Dla przykładu, grypa ptaków jeszcze jakiś czas temu występowała u nas okresowo, co kilka lat. Na tym etapie roku sytuacja jest podobna do tej sprzed roku. Różnica polega na większej liczbie przypadków u ptaków dzikich. To ważny aspekt, ponieważ są głównym rezerwuarem i wektorem transmisji HPAI. Dużo zależy tu od samych hodowców i skrupulatnego podejścia do bioasekuracji.

W odniesieniu do ASF zima sprzyja zakażeniom w populacji dzików, co potwierdzają te dane. W ostatnim czasie, jako Główny Lekarz Weterynarii, przygotowałem i przekazałem podległym organom Inspekcji Weterynaryjnej krajowy plan działania w odniesieniu do dzików. W przypadku afrykańskiego pomoru świń to one są rezerwuarem choroby i zagrożeniem dla stad hodowlanych. Póki co, u świń udaje się powstrzymać zagrożenie.

Co do pozostałych chorób, w bieżącym roku wykryto 6 ognisk BT. Wszystkie u bydła na obszarach, na których ta choroba już występowała. Wirus niebieskiego języka nie przenosi się na ludzi, a produkty pozyskane od zwierząt, np. mleko, mięso, wełna czy skóry, są również bezpieczne.

Wygląda na to, że w kontekście ASF u świń sytuacja się normalizuje. Nawiązuję tu do zniesienia stref z najbardziej restrykcyjnymi ograniczeniami dla hodowców. Jak należy odczytywać ten sygnał?

Faktycznie, takie działanie było możliwe, gdyż od ponad 4 miesięcy nie mieliśmy w Polsce nowego ogniska afrykańskiego pomoru świń w stadach hodowlanych. Pozwoliło to na zdjęcie pod koniec stycznia całkowicie tzw. strefy czerwonej, czyli obszarów z ograniczeniami III. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od 2014 roku, gdy potwierdzano w naszym kraju pierwsze przypadki zachorowań u dzików. Obecnie mamy do czynienia z obszarami z ograniczeniami II – chodzi o miejsca, wokół których doszło do stwierdzenia dzików z pozytywnym wynikiem testu na ASF. Mamy jeszcze obszary z ograniczeniami I stanowiące swoisty bufor między obszarami II a terenami całkowicie wolnymi od występowania choroby.

Odczytuję ten stan jako potwierdzenie naszej skuteczności w walce z chorobą. Zarówno na poziomie weterynaryjnym – w zakresie analizy epizootycznej i badania danych napływających do nas z instytucji europejskich – jak i na poziomie hodowców, a więc odpowiedzialnego podejścia do kwestii bioasekuracji.

Pod koniec ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z sytuacją, która potencjalnie mogła skomplikować warunki gospodarcze w obszarze trzody chlewnej. Mam na myśli oskórowanego dzika znalezionego w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. Czy ta sprawa jest już doprowadzona do końca pod względem zabezpieczenia interesu branży?

Cały czas przyglądamy się temu regionowi, bardzo istotnemu, jeśli chodzi o produkcję świń w Polsce. Przeprowadziliśmy tam intensywne działania terenowe, współpracowaliśmy z szeregiem służb, na miejscu była też misja doradcza z Komisji Europejskiej. Za sprawą tych urzędników i konsultacji doszło do wyznaczenia specjalnej strefy objętej zakażeniem, która jest czymś innym niż klasyczna strefa z ograniczeniami. W związku z tym, że poza tzw. dzikiem zero w okolicy znaleziono inne padłe sztuki zarażone wirusem, ta strefa ma 12,5 km długości. O specyfice tej sytuacji najlepiej świadczy fakt, że decyzja Komisji Europejskiej (KE) w sprawie tej strefy powstała w połowie grudnia, a więc kilka tygodni po znalezieniu tego oskórowanego zwierzęcia z przyczepioną do nogi linką. Liczymy, że nie będzie tam dochodzić do nawrotu zagrożenia, dziki są też odławiane, nie ma sygnałów o zachorowaniach w stadach hodowlanych.

Panie Ministrze, jak wygląda sytuacja z otwieraniem nowych rynków zbytu na polskie mięso? Wydaje się, że najbardziej wymierne efekty negocjacji napłynęły ostatnio z Filipin…

To jest odległy, ale bardzo atrakcyjny rynek z liczbą konsumentów przekraczającą 110 milionów. Otwarcie tego państwa na naszą wieprzowinę jest bardzo cenne. Daje nowe możliwości eksportu na duży rynek przyjmujący różne elementy tuszy wieprzowej. Filipińczycy uznali wobec Polski zasadę regionalizacji w podejściu do ASF. Takiego statusu nie ma żaden inny kraj w UE. Polskie zakłady mogą już wysyłać tam swoje wyroby i myślę, że jest kwestią czasu, kiedy będziemy mogli mówić o realnej skali eksportu.

Jak wygląda podejście do uznawania regionalizacji? Czy obecna sytuacja, gdy nie mamy czerwonych stref ASF, poprawia naszą sytuację negocjacyjną?

Łącznie mamy zatwierdzonych ponad 550 świadectw weterynaryjnych i zawsze próbujemy zwiększyć tę liczbę. Po pierwsze, aby polska żywność trafiała na kolejne rynki, a po drugie – jeśli jest tam obecna – by poszerzać dostępny asortyment. Podejście do regionalizacji wygląda za każdym razem inaczej. Na przykład w rozmowie z partnerami koreańskimi staramy się teraz, aby dopuszczali oni nasz eksport nie tylko z terenów nieobjętych zagrożeniem, ale też stref z ograniczeniami I. Każdy partner indywidualnie podchodzi do takich konsultacji.

Chciałbym na koniec zapytać o sytuację wokół otwarcia na polski drób rynku chińskiego. Czy macie państwo ostatnio nowe sygnały w tej sprawie?

Jako lider wśród producentów i eksporterów w Unii Europejskiej naturalne jest, że czynimy starania, aby atrakcyjny rynek chiński był dla nas dostępny. Rozmowy są prowadzone regularnie, utrzymujemy kontakt m.in. z naszymi odpowiednikami w tamtejszych jednostkach weterynaryjnych.

Opracowanie własne IBIMS Green