Rozmowa z Witoldem Choińskim, Prezesem Związku POLSKIE MIĘSO
Panie Prezesie, branża mięsna od lat funkcjonuje w trudnym otoczeniu. Czy dziś te wyzwania mają inny charakter niż jeszcze kilka lat temu?
Zdecydowanie tak. Oczywiście choroby zwierząt, wahania cen surowców czy presja kosztowa to problemy, z którymi sektor mierzy się od dekad. Nowością jest jednak skala i kumulacja ryzyk systemowych. Dziś jednocześnie oddziałują na nas regulacje, presja wizerunkowa oraz czynniki geopolityczne. W połączeniu mogą one w trwały sposób osłabić konkurencyjność europejskiego, w tym polskiego sektora mięsnego. To już nie są wyłącznie wyzwania operacyjne – to ryzyka strategiczne.
Jednym z kluczowych zagrożeń pozostają choroby zakaźne zwierząt. Jak wygląda dziś sytuacja w praktyce?
Afrykański pomór świń nadal jest jednym z najpoważniejszych problemów sektora wieprzowiny. Mimo doświadczeń i rozbudowanych procedur wciąż funkcjonujemy w realiach długotrwałych stref ograniczeń i niepełnej regionalizacji w eksporcie do krajów trzecich. Skutkuje to utratą rynków zbytu i znacznymi stratami ekonomicznymi. Podobnie w drobiarstwie – cykliczne nawroty grypy ptaków utrudniają planowanie produkcji i handlu. To obszary, które w sposób trwały destabilizują rynek.
Równolegle narastają problemy kadrowe i kosztowe. Jak silnie wpływają one dziś na funkcjonowanie zakładów?
Braki kadrowe to jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń. Zakłady coraz częściej mają trudności z pozyskaniem pracowników produkcyjnych, technicznych i specjalistów. Wysoka rotacja i uzależnienie od pracowników zagranicznych zwiększają ryzyko operacyjne. Do tego dochodzi presja kosztowa – energia, gaz, transport, woda, ścieki, pasze. Marże w branży są relatywnie niskie, a skokowe wzrosty kosztów regulacyjnych i pracowniczych bardzo trudno skompensować nawet okresowymi spadkami cen surowców.
Wiele mówi Pan o nowych zagrożeniach regulacyjnych. Co dziś najbardziej niepokoi przedsiębiorców?
Nie tyle same cele polityk unijnych, co sposób ich wdrażania. Tempo i skala regulacji stają się problemem. Przykładem jest rozporządzenie EUDR, gdzie brakuje jednoznacznych wytycznych, a odpowiedzialność może być przerzucana na kolejne ogniwa łańcucha dostaw. Podobnie obowiązki wynikające z ESG i dyrektywy CSRD. Dla dużych firm to ogromne wyzwanie organizacyjne, dla średnich – często bariera nieproporcjonalna do skali działalności.
Szczególne emocje budzi polityka klimatyczna i narracja wokół hodowli zwierząt.
To bardzo poważny problem. Hodowla coraz częściej staje się obiektem uproszczonej narracji, w której przypisuje się jej główną odpowiedzialność za zmiany klimatu. Tymczasem sektor mięsny funkcjonuje już dziś w oparciu o jedne z najbardziej restrykcyjnych norm środowiskowych na świecie. Ryzyko polega na trwałej deprecjacji całej branży w oczach opinii publicznej, niezależnie od faktycznych danych i realnych postępów w zakresie zrównoważonej produkcji.
Jak na kondycję sektora wpływa sytuacja międzynarodowa i handel zagraniczny?
Eksport jest kluczowy dla wielu polskich zakładów, a jednocześnie pozostaje obszarem dużej niepewności. Kwestie sanitarne bywają wykorzystywane instrumentalnie, a konkurencja z krajów trzecich, nieobjętych porównywalnymi kosztami regulacyjnymi, stawia producentów z UE w nierównej pozycji. Umowa Mercosur jest tego najlepszym przykładem. Do tego dochodzą czynniki geopolityczne – wojna w Ukrainie pokazała, jak wrażliwe są łańcuchy dostaw na zakłócenia w zakresie pasz, energii i logistyki.
Wspomina Pan także o kryzysie wizerunkowym mięsa. Jak poważne jest to zagrożenie?
Bardzo poważne. Silna, emocjonalna narracja antymięsna, wspierana przez część środowisk i producentów alternatywnych źródeł białka, zderza się z ograniczoną obecnością merytorycznego głosu branży w debacie publicznej. W efekcie decyzje regulacyjne zapadają często przy ograniczonej znajomości realiów produkcji i przetwórstwa. To długofalowo może mieć poważne konsekwencje dla całego sektora.
Mimo to rok 2025 przyniósł także pozytywne sygnały. Co uznałby Pan za największe sukcesy?
Przede wszystkim odporność branży. Wiele firm potrafiło elastycznie dostosować modele produkcyjne i handlowe, utrzymując ciągłość działalności. Polska utrzymała silną pozycję jako jeden z kluczowych producentów mięsa w UE, zwłaszcza w drobiu i przetwórstwie. Pomimo ograniczeń sanitarnych i presji regulacyjnej eksport na rynki unijne pozostał relatywnie stabilny.
Początek 2026 roku przyniósł ważne decyzje dotyczące ASF i rynku filipińskiego. Jakie znaczenie mają one dla branży?
To bardzo istotny sukces. 14 stycznia otrzymaliśmy informację o uznaniu regionalizacji dla ASF i otwarciu rynku filipińskiego dla polskiej wieprzowiny. To efekt wielomiesięcznych starań Związku POLSKIE MIĘSO przy wsparciu Głównego Inspektoratu Weterynarii i Ministerstwa Rolnictwa. Równolegle uzgodniliśmy z Inspekcją Jakości Handlowej zasady deklarowania masy netto mięsa w przypadku naturalnego wycieku. To działania, które poprawiają przewidywalność funkcjonowania firm i wzmacniają pozycję eksportową sektora.
Jakie scenariusze rysują się dla branży w 2026 roku?
Scenariusz optymistyczny zakłada stabilizację części kluczowych kosztów, zwłaszcza energii i transportu, oraz bardziej pragmatyczne podejście do wdrażania regulacji unijnych. Doprecyzowanie zasad EUDR i uporządkowanie obowiązków ESG mogłoby znacząco poprawić przewidywalność działalności.
Scenariusz pesymistyczny to dalsza eskalacja presji regulacyjnej bez realnych ocen skutków ekonomicznych. Rozszerzanie obowiązków administracyjnych może szczególnie uderzyć w średnie i mniejsze zakłady, przyspieszając konsolidację lub wycofywanie się firm z rynku. Do tego brak przełomu w zwalczaniu ASF i ryzyko kolejnych ognisk grypy ptaków. To czynniki, które będą w najbliższym czasie w największym stopniu determinować sytuację branży.
Na koniec – co dziś jest najważniejszym priorytetem dla sektora mięsnego?
Stabilność i przewidywalność. Potrzebujemy realnego dialogu z administracją, proporcjonalnych regulacji oraz wzmocnienia merytorycznego głosu branży w debacie publicznej. Bez tego nawet najbardziej odporne przedsiębiorstwa będą miały coraz większy problem z utrzymaniem konkurencyjności na rynku europejskim i globalnym.
Opracowanie własne IBIMS Green